20/6-06 wtorek
Około dziesiątej rano spotkaliśmy się na lotnisku w Sturup. Odlot był około godziny dwunastej. Podróż samolotem była szybka i ciekawa. W pewnym momencie nastąpiła turbulencja - tzn. usłyszeliśmy huk i samolot zachwiał się, niektórzy wpadli w panikę i krzyczeli. Ale dojechaliśmy do Warszawy szczęśliwie!
Z lotniska wzięliśmy autobus, który miał nas zawieźć na Dworzec PKP. Około 16.10 odjeżdżał pociąg do Bielsko Białej, gdzie o. Wiesław czekał na nas z autobusem. Po dziewiatej nasza podróż dobiegła końca. Nareszcie! Mieszkamy w fajnym pensjonacie - Pensjonat Maryja. Niedawno zjedliśmy pyszną kolację, już wkrótce pójdziemy spać.
21/6-06 środa
Po śniadaniu chodziliśmy po górach z o. Wiesławem. Było nam ciężko. Po drodze widzieliśmy małe źródełko, w którym mogliśmy sobie zamoczyć nogi. Potem kupiliśmy pocztówki dla rodziców i wyruszyliśmy do domu na obiad. Kiedy zjedliśmy obiad, poszliśmy na basen pokąpać się i poopalać. Woda była strasznie zimna, ale było super. A po "wodnych szaleństwach, udaliśmy się do domu, by przygotować się do kościoła.
22/6-06 czwartek
Dziś byliśmy w Częstochowie. Nasza podróż autobusem trwała 3 godziny. Po drodze zatrzymaliśmy się w McDonaldzie i zjedliśmy hamburgery. Pychota! W Częstochowie było przepięknie. Niektórzy byli tam po raz pierwszy. Byliśmy w kościele, w skarbcu i w innych ciekawych miejscach. Widzieliśmy odsłonięcie obrazu i uczestniczyliśmy we Mszy św.
Staliśmy za kratą. Każdy mógł sobie kupić pamiątkę. To było bardzo przyjemne przeżycie dla duszy. Kiedy jechaliśmy do domu mieliśmy własne "kino" w autobusie. Oglądaliśmy film "Finding Nemo" .
24/6-06 sobota
Dziś byliśmy na Słowacji. Podróż była krótka, tylko 3 godziny autobusem. Wtedy wspólnie modliliśmy się oraz śpiewaliśmy różne piosenki. Widok był cudowny, otaczały nas góry i widzieliśmy słodkie domy. Ale siostra jednak stwierdziła, że w Słowacji ludzie nie mają tyle kwiatów w ogrodzie jak tutaj w Polsce. Byliśmy w Tatraland. To jest taki duży aq-wa-park z fajnymi ślizgawkami i wielkimi basenami. Mogliśmy kąpać się w wodzie i zjeżdżać ile chcieliśmy. Dzisiejszy dzień był super!!!
25/6-06 niedziela
Rano byliśmy na Mszy św. tutaj w kościele w Międzybrodziu Bielskim. Wtedy ksiądz powiedział w swoim kazaniu, że podczas wakacji nie ma się ulegać pokusie tylko trzeba je zwalczać modlitwą. Zaś wieczorem mieliśmy fest z pewną grupą z okolicy. Bawiliśmy się w limbo i inne fajne zabawy. Były także nagrody dla zwycięzców. Potem niektórzy opowiadali kawały dla całej grupy i były też występy. Poznaliśmy nowe koleżanki. Było odjazdowo!!!
26/6-06 poniedziałek
Dzisiaj był wspaniały dzień! Bardzo nam się podobało. Byliśmy w Krakowie i w Wadowicach. Rano wcześnie wstalismy i pojechaliśmy do Krakowa. Zwiedzaliśmy pewien kościół, w którym znajdował się obraz Jezusa Miłosiernego. Modliliśmy się tam i całowalismy relikwie św. Faustyny. A później pojechaliśmy do Wieliczki, gdzie znajduje się kopalnia soli, a w niej kaplica św. Kingi. Najpierw zeszliśmy schodami na dół. I to ile! W kopalni było dość zimno, co było dla nas orzeźwieniem w tak gorącym i parnym dniu. Mieliśmy śmiesznego przewodnika, który wszystko nam pokazał i ładnie wytłumaczył. Okrążały nas ściany soli. Wszędzie można było przeczytać podpisy z różnych krajów. Widzieliśmy różne figury, i ciekawe maszyny, których ludzie używali podczas pracy w kopalni. Natomiast w świętej kapliczce było pięknie. Ołtarz był cudowny, więc postanowiliśmy zrobić grupowe zdjęcia. A po zwiedzeniu poszliśmy do restauracji, i każdy mógł kupić sobie frytki. Potem wróciliśmy do góry na powierzchnię jadąc windą. To było interesujące wydarzenie.
Po Wieliczce poszliśmy na Wawel skąd rozpościerał się ładny widok, gdzie przed naszymi oczami płynęła Wisła. Zwiedzaliśmy zamek, a pani Gabrysia opowiadała nam historię. Byliśmy też w środku w katedrze na Wawelu i widzieliśmy groby wszystkich królów, a także ciekawe arrasy. Po Wawelu poszliśmy na rynek w Krakowie. Wszyscy prawie padali z gorąca, więc kupiliśmy sobie wodę. Zwiedzaliśmy kościół Mariacki i widzieliśmy pomnik Adama Mickiewicza.
Wcześniej byliśmy w Kalwarii Zebrzydowskiej. Później jechaliśmy do Wadowic! To było takie nierealne, ponieważ to miejsce zawsze widziało się tylko w telewizji. Zwiedzaliśmy miasto, w którym nasz papież dorastał. Byliśmy niedaleko jego domu, zwiedzaliśmy jego kościół i modliliśmy się. Niestety nie zdążyliśmy kupić kremówek, bo było już za późno. Ale to było takie zdarzenie, które będzie się pamiętać przez całe życie.
27/6-06 wtorek
Dzisiaj mieliśmy spokojny dzień. Wstaliśmy około dziesiątej, a śniadanie było o 10.30. Po posiłku bawiliśmy się lub też siedzieliśmy w pokoju słuchając muzyki. Około 12.00 szliśmy na basen i tam byliśmy ponad 3 godziny. Było bardzo wesoło a pogoda była naprawdę piękna. Wieczorem poszlismy do kościoła na Mszę św.
28/6-06 środa
Dzisiaj byliśmy na Górze Żar. Najpierw jechalismy autobusem do najbliższego przystanku, a potem szliśmy ten ostatni kawałek do kolejki. A kolejką pojechaliśmy na Górę Żar. Tam siostra poczęstowała nas lodami kaktusowymi, a potem każdy mógł kupić sobie góralskie pamiątki. Widzielismy też, ludzi lecących paralotnią. To wygladało świetnie.
Gdy wróciliśmy z gór, poszliśmy do przystanku. Wtedy zobaczyliśmy żywego wilka. Ten zaś, szedł sobie spokojnie ... Leniuchy czekały na autobus ponad godzinę, a Ci, którzy nie mogli się doczekać poszli pieszo do domu wraz z księdzem ... Natomiast wieczorem jeździliśmy na koniach.
29/6-06 czwartek
Dzisiaj pojechaliśmy niespodziewanie do Szczyrku! Tam jechaliśmy wyciągiem. Było bardzo wysoko, ale widok był piekny. Niestety było tam bardzo zimno, więc Ci, którzy mieli krótkie spodnie - byli biedni. Kiedy byliśmy w górach poszliśmy do domu letniskowego. Był tam taki mały sklep z pamiątkami a także góralska restauracja, więc zjedliśmy sobie frytki i batoniki.
Gdy już wszyscy pozałatwiali swoje sprawy, pojechaliśmy na dół. W drodze powrotnej wstąpilismy do sióstr Elżbietanek. One poczęstowały nas różnymi słodkościami, a później wspólnie modliliśmy się i śpiewaliśmy. Po wizycie u sióstr pojechaliśmy do małego kościoła na wysokiej górze. Przy tym kościele Maryja objawiła się w roku 1884 do 12-letniej Julianny. Mogliśmy też pić wodę źródlaną. Wieczorem mieliśmy Mszę św. w naszej jadalni, a po niej urządziliśmy dyskotekę! Wszyscy tańczyli i bawili się świetnie. Było bardzo zabawnie.
30/6-06 piątek
Dziś jest ostatni dzień. Byliśmy w mieście i kupowaliśmy sobie różne rzeczy. Amadeusz miał urodziny i śpiewaliśmy mu sto lat przy śniadaniu. Wieczorem zjedliśmy ostatnią wspólną kolacje. A po kolacji każdy dostał dyplom z ładnym komentarzem. Jutro jedziemy już do domu.
Za szybko to przeleciało!!!
Helen i Emelie